O autorze
Dziennikarz? Brzmi dostojnie, ale ciągle nazywam się nim trochę na wyrost. Przepadam za Serie A, kibicuję Salernitanie. Włochom, dawno temu, przeznaczony zostałem niekoniecznie z własnej woli. Pisanie? Sposób na życie i rzecz dająca niesamowitą przyjemność. Więcej moich tekstków na Weszło!.

Mój Twitter

Barca potłukła Pato i jedzie dalej

Jak nie idzie Messiemu, to i reszta Barcelony jakaś taka wyjątkowo, jak na niebiesko-bordowych, rażąca szarością. Katalończycy wstali dzisiaj chyba lewą nogą, ale i tak byliby w stanie pokonać 98% drużyn na kontynencie. Tym razem jednak swoją marną postawą wzruszyli chyba samego arbitra, który zdecydował się na jawną pomoc i wyczarował rzut karny a’la Howard Webb, wprost z magicznego kapelusza.

Milan nie wystraszył się Barcelony, ani tym bardziej blisko stu tysięcy zasiadających na Camp Nou niemych manekinów, ograniczających swoją kibicowską aktywność do jęczenia w trakcie niepowodzeń i okrzyków radości po zdobywanych bramkach. Jednak oprócz tego, żeby się nie bać, aby z Blaugraną wygrać, trzeba potrafić samemu ją wystraszyć. Tak, jak kiedyś zrobił to Inter pod wodzą Mourinho. Allegri pomysł na sforsowanie najsolidniej obwarowanej futbolowej twierdzy miał jednak zupełnie odmienny, niekoniecznie jednak gorszy. Na pewno odważniejszy i bardziej widowiskowy. Prawda jest taka, że piłkarze Allegriego mogliby dziś ograć każdego, ale nie Barcę.

Możemy się zastanawiać, co by było, gdyby sędzia nie podyktował dziwnego rzutu karnego, po faulu Nesty. Wówczas w półfinale znajdował się przecież Milan i wydawał się kontrolować spotkanie. Znając jednak życie, Barcelona, prędzej czy później i tak zdobyłaby wymagane bramki i awansowałaby dalej. Można się łudzić, że Milan był dla niej równorzędnym przeciwnikiem, ale nie był. Rossoneri grali poprawnie, lecz nie na tyle, aby Barcelona miała ochotę wiać do szatni.

Jeszcze fakt godny odnotowania w Księdze Rekordów Guinessa. Aż czternaście minut na boisku wytrzymał Alexandre Pato, po czym rozsypał się po raz enty. Młody chłopak, sportowiec, nie pije, nie pali. Z zewnątrz okaz zdrowia, w środku chińska porcelana. Po miesiącu wizyt u amerykańskich medyków znowu coś go rozbolało. Z jednej strony szkoda chłopaka, bo ma wielki talent, a kontuzje mogą zablokować rozwój jego kariery. Patrząc natomiast z innej perspektywy, jest to przypadek niesamowicie irytujący. Dlaczego Milan nie sprzedał go latem, kiedy PSG oferowało 28 milionów euro? Jajogłowi z Milan Labu ucięli sobie drzemkę? Upadki Szewczenki i Kaki wyprorokowali, chociaż nie były one widoczne na pierwszy rzut oka. Tutaj sytuacja wydawała się być jasna, bo Pato bardziej niż zawodowego piłkarza przypomina kieliszek już od dobrych dwóch lat.

Teraz pozostaje tylko modlić się, żeby w finale nie doszło do kolejnego rozdziału Gran Derbi. Nie wiem jak wam, ale mnie w ostatnim czasie spowszedniały bardziej, niż Moda na Sukces.
Trwa ładowanie komentarzy...