O autorze
Dziennikarz? Brzmi dostojnie, ale ciągle nazywam się nim trochę na wyrost. Przepadam za Serie A, kibicuję Salernitanie. Włochom, dawno temu, przeznaczony zostałem niekoniecznie z własnej woli. Pisanie? Sposób na życie i rzecz dająca niesamowitą przyjemność. Więcej moich tekstków na Weszło!.

Mój Twitter

Juventus jak skrzyżowanie Rambo z Calineczką. Scudetto będzie ich.

Juventus będzie mistrzem Włoch. Powróci w chwale najczystszej z możliwych. O ile wcześniej targały mną jakieś minimalne wątpliwości, o tyle dziś nie ma po nich śladu. Pokonanie, rozbicie, deklasacja, MASAKRACJA Romy może nie jest miarodajnym wyznacznikiem potencjału chłopaków Antonio Conte, ale po tym meczu ja naprawdę wierzę, że oni mogą nie przegrać do końca sezonu choćby jednego meczu.

Niewiarygodne, nie? Ale nie ma się czemu dziwić, bo grają jak z nut. Oprócz tego, że do bólu skutecznie, to jeszcze pięknie dla oka. Widowiskowo. Tak, jak pragną tego kibice. Ludzie w Polsce lubią chrzanić o „włoskim catenaccio” i sieją dramatycznie fałszywe herezje, nazywając Serie A ligą defensywną i mało efektowną. Dobra, słabsze drużyny się bronią, bo i czym mają atakować? A i lepszym zdarzają się wpadki, normalka. Juventus gra jednak futbol nie z tej ziemi. Nieosiągalny nie tylko dla jakiegokolwiek innego włoskiego klubu, ale śmiem twierdzić, że dla żadnej ekipy na świecie. Barca, Real? Piłkarsko ciągle wyżsi o głowę. Mentalnie i fizycznie? Polemizowałbym.

Ich dzisiejszy pojedynek z Romą był majstersztykiem. Nigdy nie widziałem bardziej perfekcyjnego spotkania na tym poziomie. Było ono tak jednostronne, że gdyby rozegrały je polskie kluby, to sprawą z pewnością zainteresowałoby się CBA. Ukazuje siłę Starej Damy, ale przy okazji obnaża bezradność i beznadzieję Romy. Wystarczył sezon, aby amerykańscy przedsiębiorcy zrobili z niej jakiś śmieszny, hiszpańskojęzyczny cyrk. Celem było efektowne granie, no i w zasadzie zadanie zostało wykonane. Jednego dnia urządzają sobie trening strzelecki i rozwalają przeciwników w pył, tak po barcelońsku. Tydzień później spotkanie też potrafi być ciekawe i obfitować w gole, ale tym razem już takie zapisane na konto przeciwnika.

Luis Enrique, chociaż piłkarzem był naprawdę niezłym, jako trener jest jeszcze niedojrzały. Klub pokroju Romy to dla niego za duży rozmiar. W ogóle, z perspektywy czasu zdaję sobie sprawę z tego, że powierzenie tego zadania akurat jemu było poronionym pomysłem. To Hiszpan z koncepcją, która we Włoszech najwyraźniej nie ma prawa bytu. Jasne, przegrane, takie jak ta z Milanem, czy nawet ta z Juventusem, mogą mieć miejsce. Ale żeby z walczącym o utrzymanie Lecce? 2:4? Totalna abstrakcja. Rzecz, która takiemu klubowi przydarzyć się po prostu nie ma prawa.

Nie wierzę, żeby dano mu prowadzić Romę w przyszłym sezonie. Urządził sobie tam gigantyczne pole do nieludzkich eksperymentów. Jak jakiś szalony, niewyżyty naukowiec. Niech spojrzy na Juventus i zda sobie sprawę, że oni też budowali drużynę niemal od podstaw. Zaczynali na tej samej linii startowej, z początkiem sezonu. Są to jednak projekty tak skrajne, że aż trudno je porównać.

Roma zagrała jakby była nieudaną próbą ożywienia Frankensteina. Juve prezentowało się jak skrzyżowanie Rambo z Calineczką. Lekkość i siła w jednym organizmie. Oby do końca panowie. Oby do końca…
Trwa ładowanie komentarzy...